Wiersze

W tym miejscu postanowiłem archiwizować moje stare wiersze, które dawniej pisałem do „szuflady”. Może kiedyś ktoś je przeczyta. Może będą to moje dzieci albo wnuki;-) Pisałem je podczas studiów teologicznych (o czym też świadczy tematyka). Byłem mocno pod wpływem ks. Jana Twardowskiego, piosenek Starego Dobrego Małżeństwa czy Marka Grechuty. Na pewno wówczas moja wiara religijna była bardziej zaangażowana. Chociaż już i wtedy pojawiają się specyficzne wątpliwości. Powoli przeobrażałem się w późniejszego agnostyka;-) Tu też w przyszłości będzie można zostawić swoje komentarze. Zapraszam do czytania:

Pokora

Śmieje się do mnie prostotą swych oczu

Chowając za sobą spracowane ręce

Chce zawsze być na uboczu

I szepcze: kochaj wiecej

Niezauważona mknie prędkością odrzutowca

Aby służyć nawet w poniewierce

Nie chce być jak zalęknioną owca

Ale szepce: kochaj więcej

Cudownie ją spotkać na dnie serca

Jest jak majowe słońce, które boi się świecić najgoręcej

Ale zapala nadzieję, gdy sam siebie zadręczam

Bo szepce: kochaj więcej

Chludowo, 18.07.1991

 

<<Czy nie masz ochoty porozmawiać o życiu?>>

Samotna dziewczyno o spragnionych dobra oczach

Mknąca w dal drogą niezaspokojonych pragnień

Zatrzymaj swój krok i połóż

swe serce na szali Pana

Niech zabłyśnie mglisty powiew

Delikatnych rąk zatroskanych o sens.

Spojrzenie pełne oczekiwania

zawiesiło me serce w próżni

<<Daj mi Boga>> szeptały oczy

wilgotne od łzy, która jeszcze nie spłynęła.

Będę pamiętał o Tobie dziewczyno

Nie wiem, czy Cię jeszcze zobaczę

bo karuzela czasu mknie dalej

pośród dni szukania odpowiedzi.

Biedrusko, 21.07.1991

 

Biały Chleb Miłości

Biel przykuwa serce aby nie ustawało

napawa nadzieją bezkresne wędrówki

Szukam Twej woli Panie

A ona jest tak prosta i oczywista

jak ten okruch chleba

Ale jakże trudno pochylić się nad nią

w geście pokory

gdy ciąży na plecach

balast wyrafinowanych argumentów.

Słucham Cię patrzę na Ciebie

Na pewno nie miałbyś nic przeciwko temu

gdybym Cę dotknął

Bo Ty jesteś pokornym Bogiem.

Chludowo, 04.08.1991

 

Zwiastowanie

Gabriel leciał powoli i z trudem

Bo miał zwiastować nowinę

Tak nieoczekiwaną.

Że uginał się pod jej ciężarem.

Drżał nie wiedząc

Czy ją zrozumie kobieta z krwi i ciała.

Gabriel był widzialny

Tylko dla samego siebie

I smagłej Dzieweczki

Która cichym ruchem dłoni

Odgarnęła z czoła ciemne włosy.

Bez sprzeciwu przyjęła nowinę

I pochyliła w pokorze dłonie.

Chludowo, 1991

 

Litania o Nawiedzeniu

Wędrowniczko galilejska

Spragniona ciepłych słów Elżbiety

Prosta wieśniaczko

Niosąca pod sercem Skarb Przedwiecznego

Ucz zanosić Nowinę

Dobrą Nowinę

O Miłości

O Prawdzie

O Cudzie Nieogarnionego Piękna

Posłanniczko Bożego Pokoju

Ukojenie gojące rany trudnego kochania.

Chludowo, 1991

 

Narodzenie

Niebo było zwyczajne

Gdy szli

Ziemia

Jak Matka całowała ich stopy

Tylko ludzie nie potrafili zbudować Domu.

Gdy wstąpili w jaskinię

Jak w werset Micheasza

Maryja powiła Syna

I położyła Go delikatnie na sianie.

Chludowo, 1991

 

Ofiarowanie

Bez fanfarów, harf i cytr

Zaginiony w tłumie

Orszak Najwyższego

Matka

Mąż Sprawiedliwy

I Bóg

Gdzie chóry anielskie?

Gdzie wiwatujące tłumy?

Nie ma

Dlaczego nie ma człowieka

Gdy przychodzi Bóg?

Coraz ciszej słychać Symeonowy krzyk

Hałas rozgadanych krużganków

Wdziera się w serce spragnione ciszy.

Pozostaje samotna

adoracja Ofiarowania.

Chludowo, 1991

 

Znalezienie

Madonno mojego niepokoju

Madonno mojego zamyślenia

Madonno moich nocnych kroków.

Trud szukania wytrysnął

Jak dwie błyszczące 

Kropelki potu.

Taki mój los

Wiecznego wędrowca

Obłąkanego słomianego rycerza.

W Tobie tylko widzę sens

Heroizmu wiecznego niepokoju.

Z moich żywiołów

Z moich dłoni

I nędzy

Pragnę wyrzeżbić

Dla Ciebie

Koronę.

Chludowo, 1991

 

*********************************************************

Dawca pokoju

Spojrzał na mnie wzrokiem prostego człowieka

Tak mocno i głęboko że wstyd mi było mego strachu

Zaklaskałem mimo woli dłońmi mego serca

Wdzięczny za wszystko co mnie otacza

Za tą muchę która na mnie usiadła

Śmiesznie ruszając pyszczkiem jak pacynką

Za te okulary  Szymona rozkraczone na ławce

Jak pijany zalotnik

Za czerwone uszy naszego Jaśka pokazujące wszystkim swoją ważność

Za laską starego człowieka opartą o ławkę

wyczekującą jak Samarytanin aby służyć

Swoim ramieniem

Za kolana ludzi

Trwające w Tobie

Swym bolesnym ślęczeniem

I tak dalej by można

A na końcu dziękuję Ci za mnie

Za ma ciało i duszę

Za to że umiem nieumiejętnie dziękować

Że jestem

Że trwam

Choć taki słaby i grzeszny

Ale jednak Twój.

Nysa, 02.09.1991

 

Jak dobrze…

Jak dobrze jest czasami czuć pustkę

Oddycha się wtedy bardziej swoim istnieniem

A pragnienie radości zawłada duszą.

Jak dobrze jest czasami kluczyć wśród westchnień

Zapala się wtedy bardziej lampka wieczności

Wśród ludzkiego zabiegania.

Jak dobrze jest czasami usłyszeć ciszę

Pije się wtedy ze źródeł bezczasowości

Zatrzymując się nad chwilą.

Jednak

Jak dobrze jest skakać krzyczeć tańczyć

Z ustami pełnymi radości

Kocha się wtedy bardziej życie

Zielonością łąk i kwiecistością pól.

Bo Bóg kocha mnie 

Uśmiechając się ojcowskim uśmiechem

Znad wiecznych brwi.

A w Jego miłości

Zawsze czuję się dzieckiem.

Nysa, 05.09.91

Dodaj komentarz