Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam… Iz 41, 14

Nie bój się. Tak zatytułowała swoją niedzielną myśl Silvia Klein z Bad Krozingen-Hartheim – KLIK. Zresztą to określenie zrobiło prawdziwą …karierę w Biblii. Podobno pada ono tam 41 razy, natomiast analogiczne „Nie lękajcie się” pojawia się 365 razy! – tyle ile dni w roku;-) – KLIK. Autorka dalej opowiada swoją historię o tym, jak umierał jej partner i pisze tak: Opanowała mnie bezradność i nagle życie zatrzymało się, nic już nie było takie jak przedtem. I wspomina, że doczekała się swojego anioła, gdy przyjaciółka wysłała jej SMS-a: Będę tam, kiedy będziesz mnie potrzebować i pomodlę się za Ciebie. 

Zawsze zastanawiała mnie funkcja terapeutyczna religii. Jest mnóstwo badań i niemal wszystkie potwierdzają, że osoby bardziej religijne łatwiej radzą sobie ze stresem związanym np ze stratą bliskiej osoby. W jakiś sposób polega to na tym, że potrafią one …oddać swoje cierpienie i jest im dużo lepiej. Oczywiście dochodzi tu jeszcze kwestia nadprzyrodzoności. Nie podważam tego  choć nigdy tego nie zaznałem. Dwa lata temu przeżywałem śmierć mojego taty. Po pewnym czasie przyszła zgoda na to, co się stało. I wynikła raczej z tego, że sam nie mogłem sobie z tym poradzić… W moim przypadku bardziej pomogła mi pewna zdroworozsądkowa zasada – trzeba żyć dalej, taka jest kolej rzeczy itd… Ale to też było pewne „przesunięcie ciężaru” choć może w inny sposób przeprowadzone…

Ciekawie wygląda to w pewnych nurtach hinduizmu. Tam prawdziwą przyczynę cierpienia upatruje się w nieświadomość faktu, iż cała ziemska rzeczywistość jest iluzją (tu hinduistyczne określenie maja) Więc i całe cierpienie jest tak naprawdę urojeniem umysłu wplątanego przez naszą żądzę życia w odwieczną sansarę, Koło Wcieleń. I tu hinduizm wskazuje drogę wyzwolenia w zjednoczenia indywidualnego ducha człowieka (atman) z absolutem (brahman). Zatem to w jakiś sposób pewien wyćwiczony mechanizm;-) I modlitwa czy medytacja w tym pomagają. Żyjemy w innym kręgu cywilizacyjnym i chyba trudno nam to zrozumieć;-)

Oczywiście w religii (zwłaszcza w chrześcijaństwie) dochodzi jeszcze coś takiego jak rzeczywistość łaski, a więc pomocy wyciągniętej z drugiej strony. Czy tak jest naprawdę? To już kwestia wiary… Tak jak w tytułowym cytacie Bóg ma zajmować się …każdym robaczkiem;-) Może tego nie potrafimy dostrzec swoimi zmysłami uwiązanymi sprawami materialnymi? Wcale tego nie wykluczam…

Każdy jakoś znajdzie ku temu swoją własną drogę… O ile „robaczkowi” przysługuje aż taka wolność;-)

Pozdrawiam

Ceramik

Reklama

10 myśli na temat “Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam… Iz 41, 14

  1. Bardzo dobrze rozumiem, co napisałeś o śmierci Twojego Taty i Twojej reakcji. Miałam podobnie po śmierci babci i mamy. Ból zamieniłam na realizm. ” Taka jest kolej rzeczy”. Na mnie też przyjdzie czas. Natomiast staram się utrzymać żywe wspomnienia o bliskich mi osobach, które odeszły.
    I jestem pewna, że osoby prawdziwie wierzące łatwiej przechodzą okres po śmierci kogoś bliskiego. Mam przyjaciółkę, która jest osobą wierzącą w absolutnym tego słowa znaczeniu. Śmierć męża przeżyła spokojnie chociaż wiem, że do dziś ją to boli.
    Wychowani w religii katolickiej mimo, że mamy szereg wątpliwości zawsze w chwilach straty szukamy pocieszenia w czymś, co jest dla nas nadprzyrodzone. Czy zostajemy wysłuchani? To już inne odczucia.
    Spokojnego wieczoru Ceramiku.

    Polubione przez 1 osoba

    1. „Ból zamienić w realizm”
      To też wyjście;-) Może dla ludzi, którzy twardo stoją na ziemi;-)
      Pewnie w różny sposób sobie z tym radzimy… Ale radzimy i już… Bo nie mamy innego wyjścia:-)
      Podobnie jest z wyżej opisanym „Nie bój się!” Rzeczywiście ta prośba ma w sobie pewną siłę. Bo jest tu zapewnienie, że ktoś jest z nami będzie i będzie nas wspierał… Tym bardziej, jeśli wierzymy, że jest to ktoś z nie-z-tego-świata;-) Może naprawdę dać kopa;-)
      Więc mówię Ci Luciu (przynajmniej tak ciepło po ludzku) – Nie bój się… Bo wielu ludzi stoi za Tobą:-) I taki jeden ceramik ze Szwarcwaldu też;-) Dobrego wieczoru.

      Polubione przez 1 osoba

      1. O… i to jest jakaś nadzieja. Problem w tym, że ja się praktycznie niczego nie boję. Ani pająków, ani myszy, ani duchów… żartuję.
        Kiedy nadejdzie lęk… powiem sobie to, co napisałeś.
        ” Nie bój się… Bo wielu ludzi stoi za Tobą:-) I taki jeden ceramik ze Szwarcwaldu też;-) ”
        Uściski .

        Polubione przez 1 osoba

  2. Ja w sumie od zawsze mam tak, ze uwazam to za kolej rzeczy, nie wierze w nic po smierci. Dlatego latwiej jest mi pogodzic sie ze smiercia osob, ktore dlugo i dobrze (dla nich samych) zyly, ktore ten swoj czas wykorzystaly, najlepiej jak chcialy i mogly. Nie moge sie pogodzic ze smiercia osob mlodych, ktore zmarly nie ze swojej winy, to jest bardzo niesprawiedliw. I zal mi bardzo osob, ktore wprawdzie zyly dlugo, ale meczyly sie, nie zyly tak, jakby chcialy-tez nie ze swojej winy. Nie zal mi ludzi, ktorzy swoje zycie zmarnowali na wlasne zyczenie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zastanowiło mnie jedno zdanie: „Nie moge sie pogodzic ze smiercia osob mlodych, ktore zmarly nie ze swojej winy, to jest bardzo niesprawiedliw.”
      Względem czego (kogo) jest to niesprawiedliwe?;-) Przecież nie wierzysz w życie po śmierci i w istnienie Projektanta-Całego-Porządku-Rzeczy (;-) I wg Ciebie wszystkim rządzi przypadek. A przypadek ze swojej natury jest właśnie …niesprawiedliwy. Robi, co chce z naszym życiem, nie kierując się żadną logiką, tym bardziej sprawiedliwością. Można nawet powiedzieć parabolizując, że jest okrutny, zuchwały i nie słucha się nikogo;-)
      Przypominam sobie problematykę teodycei (pogodzenie Boga z problematyką zła i cierpienia na świecie). To Immanuel Kant krytykował za to między innymi Leibnitza. A ks. Józef Tischner przy tej okazji powiedział bardzo śmieszne zdanie: „ Kant powiada, że teodycea to próba rehabilitacji Pana Boga za świat, który stworzył. Ja w pewnym sensie uprawiam taką teodyceę. Usiłuję rehabilitować Pana Boga, choć nie jestem pewien, czy On zechce mnie zrehabilitować za tę rehabilitację.” ;-);-);-)

      Polubienie

      1. W stosunku do tych osob. Tak samo, jak niesprawiedliwe jest to, ze na granicy z Polska umieraja, marzna male dzieci i oczywiscie dorosli tez.
        Oczywiscie, ze zycie jako takie nie jest sprawiedliwe, jedni maja szczescie: zdrowie, urode, inteligencje i rodza sie bogaci w bogatych krajach i spokojnych czasach, a inni-nie. Oczywiscie nie wszystkie te czynniki musza sie skladac na bycie szczesliwym. Nie obwiniam nikogo za to, bo to bez sensu, tylko pisze, ze to niesprawiedliwe, tak ogolnie. Oczywiscie inaczej wyglada sprawa, jesli ludzie gina, cierpia na zdrowiu przez kogos innego, z jego glupoty, bezmyslnosci czy okrucienstwa, wtedy mozna miec pretensje, zal doo kogos konkretnego.
        Co innego, jesli ktos wszystko co dobre dostaje na tacy, a niszczy sam siebie.

        Polubione przez 2 ludzi

      2. „Nie obwiniam nikogo za to, bo to bez sensu, tylko pisze, ze to niesprawiedliwe, tak ogolnie„

        No właśnie.. Z tym się zgodzę… Ogólnie z takiego punktu widzenia można jedynie powiedzieć – życie samo w sobie jest niesprawiedliwe. Bo jest oparte na ślepym przypadku;-)

        Polubienie

  3. Nie bójcie się.I mnie dopadło Ceramiku , mama zmarła zbyt szybko, 72 lata ,rolę przywódcy przejęła najstarsza siostra i o dziwo myśmy się jej podporządkowali.Czesciowym lekiem był taki wsad do mózgu, każdy rodzi się z własną świeczką, jeden ma krótszą inny dłuższą, swieczka się wypali tam na górze i nie ma nas.Probujemy na swój sposób to wytłumaczyć.Śni mi się mama ale zawsze jakby była z nami.Najgorsze było to że tato był bardzo chory i lekarze nie dawali nadziei a tu odeszła po cichu ,bokiem w ciągu 3 mcy mama , tato żył jeszcze 11 lat.Widac tak miało być, nie ma jej już ponad 24 lata z nami tu na ziemi.Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dopadają nas niestety tego typu rzeczy… Moja mama straciła oboje rodziców mając 14 lat, Jej młodsza siostra miała 12. Opiekował się nimi starszy brat (20 lat)… Ale nie wspominają obie tego czasu zbyt dobrze…
      Znam to porównanie ze świeczką:-) Moja babcia tak zawsze mówiła… (A po naszymu; Starka Jadwiga tak dycki rzondziyli…) O darowanej świeczce, która pewnego dnia gaśnie. Ciekawie to całość tłumaczy…
      (Po cichu) też mam nadzieję, że się z naszymi bliskimi jeszcze zobaczymy. Odwzajemniam pozdrowienia.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s