Przybył więc do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar… J 4, 5

Nie wiadomo dokładnie kiedy nasz przodek pomyślał o sobie „ja”. Musiał być w szoku;-) Oczywiście żart;-) Prawdopodobnie działo się to powoli, na raty… Może najpierw pojawiła się pamięć. Najpierw krótkotrwała, potem długotrwała… A co ze samoświadomością? Do tej pory jest tajemnicą…

Co stanowi o tym, że „ja” to „ja”? Na pewno NIE nasze dane – imię, dzień urodzin, rasa, płeć, waga… To wszystko może być zmienne… (Zwłaszcza ta ostatnia;-)… Czy jest coś jeszcze innego? Religie wspominają o cząstce nieśmiertelności… Czy coś w sobie nosimy… Potencjał, energię, substancję, duchowość, jakiś „kwant istnienia”…

Wczoraj wspomniałem, że nasze atomy wracają z powrotem do gwiazd. W przenośni. Bo przecież najpierw zasilają Ziemię. Rośliny, zwierzęta… Potem może dostają się do atmosfery. Krążą. Wznoszą się. Opadają. Biorą udział w cyklu życia. Czy pozostaje tam też jakąś cząstka nas samych? No właśnie – ale czego… Czy jesteśmy czymś więcej niż materią? Czy każdy nasz atom nosi tę cząstkę, czy wszystkie razem? Dzisiaj już wiemy, że nie są one „klockami”, są wyposażone w energię, magnetyzm, a może i siły, których do tej pory nie znamy…

A może nasza świadomość jest jedynie nadinterpretacją, snem, przywidzeniem… Tak by nie zabrakło nam sił do życia… Byśmy mogli płodzić potomstwo, dbać o nie… Czysty biologizm się jednak nie sprawdza, bo chcemy jeszcze więcej… Bo zabiegamy o tysiące spraw ponad to… Bo ciągle, do końca swoich dni, czujemy dokuczliwy głód. Banalnie to zabrzmi, ale często banalność wyraża nas najlepiej. To chyba głód miłości.

Może zamiast poetyckiego „dopokąd idę” warto tu wstawić „dopokąd kocham”? I czy nam tej „wody żywej” wystarczy?

Pozdrawiam

Ceramik

 

14 myśli na temat “Przybył więc do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar… J 4, 5

  1. Tak, chyba w tym naszym ” ja” najważniejsze są uczucia i one stanowią o naszym istnieniu
    I nie tylko te pozytywne jak miłość i jej podobne, ale i te nie najlepsze.
    Stąd postrzegamy to ” ja ” innych ludzi w kontekście dobry i zły człowiek.
    A kiedy człowiek zmierzył się z tym problemem? Pewnie w momencie kiedy zdał sobie sprawę, że ” myślę więc jestem”.
    Uściski Ceramiku

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dokładnie uczucia…
      Można też odwrócić. „Jestem więc myślę” Od momentu, gdy zdał sobie sprawę, że istnieje, że po prostu JEST. Że istnieje jego „ja”;-) I że kocha…
      „Kocham więc jestem”??? Może tak;-)
      Odwzajemniam uściski.

      Polubione przez 1 osoba

  2. podoba mi się to :„dokąd kocham” i dodam (za Jean de La Fontaine) reszta jest niczym… ale to, że gdzieś moje atomy będą krążyć sobie w przestworzach a nawet „coś „ zbudują, na coś się przydadzą to myślę sobie, że właśnie ta jest ta nasza wieczność 🙂 …..

    Polubione przez 1 osoba

  3. Pomyślał o słowie „ja”…
    Zacząłem szukać po słownikach, ale nie znalazłem wiele o historii tego slowa/pojęcia.
    Najbardziej przemówiła do mnie informacja, że w językach skandynawskich to słowo brzmi „Old Norse ek, Norwegian eg, Danish jeg”…
    Wyobraziłem sobie to jako odkaszlnięcie dla zwrócenia na siebie uwagi: ek..ek… ek…JA będę teraz mówił.
    Kolejny etap ugruntowania JA, to chyba nadanie imienia. W środowiskach biblijnych było to bardzo ważne, czasem determinowało przyszłość człowieka.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Odkaszlnięcie – ek:-);-);-)
      Co do „środowiska biblijnego”… Celowo związałem te zapiski z fragmentem rozmowy Jezusa z Samarytanką w Sychar… Jezus „wiedział”, że kobieta miała pięciu mężów a z ostatnim żyje w konkubinacie;-) Zawsze mnie dziwiło, w jaki sposób Bóg nas zna… Jak rozpoznaje nas wśród miliardów podobnych …robaków;-)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s