By przyjaciół obsypać bogactwem i napełnić ich skarbce… Prz 8, 21

Obserwuję sąsiadów, jak zainstalowali małą szklarnię. W środku sałata i inne nowalijki. W Szwarcwaldzie dopiero w połowie maja można coś wysiać albo posadzić. Tym bardziej w tym stosunkowo zimnym roku. Ale eksperyment ze szklarenką może się udać. Więc trzymam kciuki… I bacznie obserwuję;-)

Czy uczenie się nowych języków nas rozwija? Bezsprzecznie… Ale czy także zmienia nasz światopogląd? Na pewno zapewnia szerszy dostęp do źródeł informacji. Możemy je czytać czy oglądać w innych językach. Lepiej sprawdzać ich źródła pochodzenia i wiarygodność. I potrafię sobie wyobrazić, iż to nas może poniekąd zmieniać. Pamiętam, gdy czytałem w oryginale książki Hansa Künga, szwajcarskiego teologa, krytyka Kościoła. Kiedyś nie tłumaczono je na polski, nie wiem, jak jest teraz. Ale na pewne sprawy związane z instytucją Kościoła na pewno otworzyły mi one oczy. I może właśnie wtedy zaczął „wykluwać się” mój agnostycyzm. Mam głębokie poszanowanie do religii, bo chyba jako jedyna sfera w życiu człowieka próbuje dotknąć tajemnicy. Jednak instytucje z nią związane przeżywają obecnie głęboki kryzys. Jak wspomina Hans Küng, to „ostatni dzwonek” na zmiany. Następne pokolenie może kompletnie zrezygnować z przywiązania do instytucjonalnej religii.

Nieraz wspominałem na tym blogu, że mam wrażenie, gdy czytam publikacje w języku niemieckim, iż mają one większą ambicję, by być blisko człowieka i jego problemów. I choć ostatnio zaczyna się to zmieniać w polskiej przestrzeni publicznej, wydaje mi się, że i tak dalej skupiona jest ona na pewnych „teoriach”. W Polsce akcent ciągle jest nastawiony bardziej na teoretyzowanie, ukazywanie własnej „mądrości”. Może to wynika z jakichś kompleksów? To moje bardzo subiektywne zdanie i wielu się pewnie z nim nie zgodzi… Przykład: szkoły wyższe w Polsce są bardzo daleko w światowych rankingach. Mało z nich nawiązuje kontakt z firmami, mało stawia na pewien „praktycyzm” w swoim działaniu. Mało profesorów zdobywa światowe nagrody i wyróżnienia.

I znowu wrócę do religii i polskiego Kościoła. On też jest skupiony bardziej na „przeżywaniu” i „celebrowaniu” nabożeństw – jest bardziej …liturgiczny i pobożnościowy (nie wspominając o zaangażowaniu politycznym) niż jego odpowiedniki na Zachodzie. I choć też to się powoli zmienia (przykładem jest działalność Caritasu), to wolontariat i dobroczynność ciągle jest jego słabą stroną. W niemieckim Kościele akcenty rozłożone są totalnie inaczej. Charytatywność jest jego pierwszą twarzą.

Pewnie mi się teraz dostanie;-) Ale to właśnie dostrzegam, gdy czytam niemiecką prasę… I na tej podstawie mogę też powiedzieć, że język mnie zmienił. Pokazał, że środek ciężkości i punkt uwagi w zależności od mentalności i kultury danego kraju, mogą się przesuwać. Na dzisiaj tyle… Może jutro ciąg dalszy;-)

Pozdrawiam

Ceramik

11 myśli na temat “By przyjaciół obsypać bogactwem i napełnić ich skarbce… Prz 8, 21

  1. „…wolontariat i dobroczynność ciągle jest jego słabą stroną”
    Zdziwiło mnie to stwierdzenie.
    Przeważającą stroną działalności misyjnej w ubogich krajach była troska o byt i zdrowie ludzi, do których misjonarze przyjechali.
    Oczywiście, celem misjonarzy było nawrócić, ale zdawali sobie sprawę, że „byt określa świadomość” – człowiek, który czuje czyjąś bezinteresowną troskę, może poczuć chęć współpracy ze swoim dobroczyńcą.
    Gdziekolwiek zdarzyło się nieszczęście – powódż, trzęsienie ziemi – tam pierwsi z pomocą docierali wysłannicy koscioła. Wspomnę jeszcze o koloniach trędowatych – to samo.
    Gdy nadeszło Oświecenie, okazało się, że prawie wszystkie szkoły prowadzone są przez kościół, to samo szpitale.
    Gdy nadszedł PRL upaństwawiali wszystko, ale przypadki beznadziejne – niedołężnych starców, dzieci tak niedorozwinięte, że czasem nie wyglądały na ludzi – to zostawiono zakonnicom.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Znajdziemy mnóstwo przykładów, które moje (trochę wyrwane z kontekstu zdanie) pokażą jako bezpodstawne. I to wszystko „przyjmuję” na klatę;-) Siostra mojej babci była zakonnicą i całe życie poświęciła nieuleczalnie chorym dzieciom. Misje, Caritas, Kościół w Potrzebie, tysiące ośrodków, szpitali…
      Zwracam jednak uwagę na coś innego… O rozłożone akcenty… W polskim Kościele akcentem nr 1 jest uczestnictwo w liturgii a na drugim (prawdopodobnie) miejscu jest pomoc człowiekowi. W niemieckim jest dokładnie odwrotnie. I ciągle podkreślam – to moje bardzo subiektywne zdanie… Z tego wynika też większe „rozpolitykowanie” polskiego Kościoła, który „grzmi” z ambony… Dla mnie to nie jest nic złego, bo według mnie każdy ma niezbywalne prawo wyrażać swe poglądy… Inna sprawa czy wypada…
      Nie jest moim zamiarem budowanie stereotypów… Ale światopogląd niestety jest takim „zbiorem ogólników” na temat świata, które nabywamy wraz z wiekiem, doświadczeniem… Wśród tego doświadczenia jest i znajomość języków, poprzez którą poznajemy mentalność i kulturę innych.

      Polubienie

  2. Zgadzam się z Tobą w 100 % !!!!… a o „misyjności” kościoła nie mogę teraz pisać spokojnie (wściekłość, przerazenie i łzy nawet) bo jestem właśnie po lekturze książki, opisującej „działalność” kościoła w Kanadzie – tej „krainie mlekiem i miodem płynącej, pachnącej żywicą” – Reporterska książka pokazująca niewyobrażalny koszmar ( nie incydentalny, nie jakiś odległy) a chodzi o szkoły z internatem dla dzieci ludności tubylczej, które to placówki były pod patronatem państwa a kierowane przez zakony – powstawały od drugiej połowy XIX w a ostatnią zamknięto 1996 !!!! Kanada teraz (premier ) na różne sposób przeprasza „Ocaleńców ” (tak nazywają się Ci którzy przetrwali ten koszmar) na pewno coś się o tym słyszało, inne kościoły tez to zrobiły natomiast kościół katolicki. który miał największy w tym udział, nie tylko nie przeprosił ale nadal ukrywa i toleruje księży i siostry, którzy krzywdzili (LATAMI !!!) dzieci. W 2019 r pojechała delegacja „Ocaleńców” do Papieża Franciszka by zaprosić go do Kanady i by przeprosił za kościół…niestety odzewu brak DO DZIŚ 😦 ..Zaraz pewnie powiesz, że to jedyny taki przypadek 🙂 ….Nie jedyny, ale nie chodzi o liczebność, chodzi mi o hipokryzję…dlaczego zawsze pod tą „dobrocią, chęcią pomocy” kościoła, zawsze coś się kryje?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie… To nie jedyny taki przykład;-)
      Jednak na pewną sprawę chciałbym zwrócić uwagę. Historycy mówią o tzw „locus historicum”, osadzeniu w historii. I o tym często zapomniany… Z dzisiejszej perspektywy oceniamy czasy przeszłe. Jestem zatem ciekawy – jaki był ogólny standard w tamtych czasach prowadzenia takich ośrodków. I czy w ośrodkach nieprowadzonych przez Kościół było inaczej… Warto przeczytać np „Lot nad kukułczym gniazdem” Kena Keseya i zobaczyć, co działo się w szpitalach psychiatrycznych w poprzednim wieku. Ten szpital NIE był prowadzony przez KoścIół:-)
      Mój znajomy, misjonarz w Botswanie, prowadzi akcję kopania studni w wioskach w dolinie Kalahari… Teraz są to działania przydatne, wręcz zbawienne. Ale czy za 30, 50 lat nie okaże się, że prowadził „morderczą” działalność? Ekolodzy i przyszli naukowcy oskarżą Kościół o to, że doprowadził do wyginięcia jakiegoś pustynnego żuczka…
      Wiem, że to porównanie zupełnie nieadekwatne… Ale ciekawi mnie, czy w tamtych czasach byli ludzie, którzy walczyli o dzieci Indian z Kanady przebywające w tych ośrodkach. A może wszystkim to było na rękę? Państwu, właścicielom fabryk, sąsiadom a może nawet ich pobratymcom żyjącym w rezerwatach (bo mieli spokój z sierotami)… To tak jak z dzisiejszym psioczeniem na Inkwizycję. Ludzie nie znający faktów z przeszłości dziś w ramach ogólnej nagonki na Kościół, wieszają za Inkwizycję na Kościele psy. A okazuje się, że Inkwizycja na tamte czasy była nowoczesnym sądem w porównaniu z sądami feudalnymi, królewskimi. Wprowadziła instytucję obrońcy, przesłuchiwała świadków… O dziwo wielu oskarżonych wolało być sądzonych przez Inkwizycję niż przez sądy feudalnego władcy… Dzisiaj jednak rzadko się o tym mówi… I z perspektywy wygodnej kanapy łatwo wydawać wyroki…
      Jedno jest dobre… Cieszyć powinno, że dzisiaj wzrasta u nas wrażliwość na krzywdę człowieka. Dobrze, że przypomina się o „Ocaleńcach”… Niech to będzie dla nas przestrogą.

      Polubienie

      1. Oceniamy bo to nie jest odległe…Pomysł stworzenia takich szkół wymyśli ojcowie Kanady, chcieli przerobić rdzenne dzieci na a la mode europeenne. Taktyka miała proste i tanie rozwiązania. Państwo jednak nie dałoby rady samo to zrobić więc do pomocy przystąpił kościół i …. ochoczo zakasano sutanny i rękawy krochmalonych habitów. Kościół katolicki objął 2/3 tych szkół, które ze szkołą miały niewiele wspólnego…własna etyka pracy, religia, kontrola i przemoc jaka trudno sobie nawet wyobrazić.Większość personelu (siostry szarytki) twierdziły, że praca w szkole była po prostu rodzajem moralnej krucjaty a na św. wojnie ofiary muszą być. 😦
        Jakie były standardy? Zapewne różne…Jedna ze szkół (świecka) nazywała Yale, jak słynny uniwersytet, którego studenci latem pracowali tam jako wolontariusze, przysyłali pieniądze (co jest odnotowane na str amerykańskiej uczelni). Pisano niej w gazetach, że to instytucja najwyższej klasy…że „są tam rozpromienione, szczęśliwe dzieci”…. tak to wyglądało dla prasy jak mówią Ocaleńcy. Standardy ważne ale są i tak drugoplanowe to sam pomysł STWORZENIA TAKICH SZKÓŁ- przerabiania ludzi- jest potworny!

        Szkoły z internatem nie zajmowały się sierotami, to nie takie było ich przeznaczenie Rodzicom siłą ( z policją) zabierano dzieci na ogół 5 letnie (ale były tam też 2 letnie) i „wypuszczano” gdy miały 16 lat. Nie można było od tego uciec bo takie było prawo. Kim był po opuszczeniu tej „szkoły ” prawie dorosły już człowiek, który nigdy w życiu nie został nawet pogłaskany po głowie, nie miał przez ten czas kontaktu z rodziną, który był bity za byle co -torturowany, psychicznie i fizycznie, molestowany, głodzony, nauczony nienawiści ?…Nietrudno zgadnąć, odpłacał tym samym (Najokrutniejszą opiekunką w jednej ze szkół była siostra, która taką szkołę przeszła). To nie działo się jakieś całe wieki temu, ostatni taki przybytek zamknięto niecałe 30 lat wstecz! A „szkolone tak” były 2 pokolenia !!! Ci ludzie żyją ich oprawcy też. Pewnych rzeczy nie da się naprawić ale Oni chcą chociaż usłyszeć od swoich oprawców „przepraszam”. Co w tej Bibli jest takiego, że wciąż kościół nie może powiedzieć tego słowa. Mam wrażenie, że jest ono dla kościoła diaboliczne (używając ich nomenklatury)…nie wypowiada się go , w Polsce też 😦 ….Przepraszam, że tyle miejsca zajęłam ale temat krzywdzenia dzieci, zawsze porusza mnie do głębi oraz ta instytucja, która tak walczy o te nienarodzone…Koniec :)…Kropka, więcej nie będę 🙂 …..pozdrawiam. Mam dziś czarny piątek 😦

        Polubione przez 1 osoba

      2. Dobrze, że to wszystko opowiedziałaś… Wyrzuciłaś z siebie. Może dobrze, że i na tym blogu. Nie mam zamiaru nikogo bronić. Ale czy czasem nie było o wiele więcej winnych niż tylko ci, którzy w tym brali udział? Ile osób o tym wiedziało i nie zrobiło nic…

        Polubienie

  3. Skoro tyle działają charytatywnie, to nie ma co temu zaprzeczać i udawać że tego nie robią. To im się bardzo chwali!!;))
    U nas chyba najlepszym przykładem jest WOŚP i Jurek, któremu się nieźle dostaje za działalność, która rozpoczął lata temu..;), a szkoda, że Kościół nie poszedł ta drogą, z tym potencjałem jaki posiada, jeszcze do tej pory, to dopiero byłaby pomoc…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak naprawdę ani Jurek, ani Kościół nie mają monopolu na dobroczynność;-) Czasem i ten pierwszy i ci drudzy, jakby trochę o tym zapominali… Jakby dobroczynność była jedynie pewnym środkiem do celu:-) Jakiego;-)?
      Masz rację – potencjał jest ogromny, szkoda, że w pełni albo przynajmniej w dużej części nie wykorzystany:-)

      Polubione przez 1 osoba

  4. Z założenia kościół powinien na pierwszym miejscu stawiać charytatywność. Może w Niemczech, to jest widoczne. Niestety w Italii jakoś mimo Watykanu, to wszystko gdzieś tam w ukryciu. Nic nie wiem na temat działalności włoskiej kościelnej. O takie jakieś strzepy. A polski kościół zohydzil mi do reszty jego zasadność. Dla wierzących Bóg jest wszędzie i nie musi mieć pośredników. Zwłaszcza takich. A obcy język wzbogaca chociażby przez pokazanie innego spojrzenia na znaną rzecz. Czekam na ciąg dalszy. Serdeczności.

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s