Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy… Hbr 1, 11

Świat nadziei. Te parę rozmyślań na temat nadziei, uświadomiło mi, że nie jest z nią tak prosto. Harari powiedziałby, że to kolejny „mit”, który wykształciła ludzkość podczas setek lat „snucia opowieści”. Ale sęk tym, że się do niej przywiązaliśmy. Bez nadziei na lepsze nie wyobrażamy sobie życia. Zwłaszcza gdy dopadną nas trudności. Czy łatwo byłoby z nich wyjść bez nadziei na lepsze?

Ten, kto …liznął trochę teologii;-) wie, że pewien protestancki teolog – Jörgen Moltmann, nazywany jest „teologiem nadziei”. Jeszcze w latach 90-tych wykładał w pobliskiej (Szwarcwaldu) Tybindze. Dyskutował przede wszystkim z filozofią marksistowską, uważając, że materializm prowadzi do beznadziei. Za najważniejszy fakt w istnieniu ludzkości uważał zmartwychwstanie Jezusa. I według niego, nadzieja płynąca ze zmartwychwstania daje siłę, aby wierzyć, że w przyszłym świecie zapanuje pełna sprawiedliwość. To właśnie uważał za podstawową nadzieję człowieka.

Czyż to nie znamienne? Przezwyciężenie klątwy śmierci uważa za największą nadzieję. Najśmieszniejsze, że tak samo uważał Yuval Noah Harari w swojej książce „Homo deus”. Oczywiście sposoby do tego prowadzące są inne… Teolog z Tybingi widział tu postać zmartwychwstałego Chrystusa, a pisarz-ateista z Jerozolimy a-śmiertelnego człowieka przyszłości. Czy to nie dziwne, że w tym miejscu łączą się tęsknoty wielu ludzi?

Świat nadziei nie daje się stłumić… Nawet Siddhartha Gautama widział ostateczną nadzieję w wyzwoleniu się z koła reinkarnacji. I tak dziwnie – jaskiniowe „snucie opowieści”, które jakoby zapoczątkowało ten cały namysł nad rzeczywistością, doprowadziło nas do górnolotnych myśli Moltmanna i Harariego… I wszystko po to, by tchnąć w nasze życie nadzieję;-)

Pozdrawiam

Ceramik

 

Reklama

16 myśli na temat “Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy… Hbr 1, 11

  1. Przezwyciężenie klątwy śmierci, sprawiedliwość w przyszłym świecie…
    …. podstawowa nadzieja ludzkości, tu łączą się tęsknoty wielu ludzi.
    No nie wiem, ale ja nie znam takich osób poza środowiskiem szczerze wierzących i praktykujących katolików.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Myślę, że chęć przezwyciężenia śmierci łączy mimo wszystko ludzi. I robią to na różne sposoby. Ateiści chcą zyskać na czasie (Harari i jego a-śmiertelność) a wierzący inwestują w …przyszłe życie;-) Mój Afgańczyk z pracy od wczoraj za dnia nie je ani nawet nie pije (muzułmański Ramadan). I tak aż do 12 maja! Jak kiedyś zapytałem go, dlaczego to robi – odpowiedział krótko – „bo wierzę”.

      Polubienie

  2. Zastanawia mnie dlaczego boimy się tak tej śmierci-tak rozpaczamy gdy kogoś tracimy, no nie logiczne , skoro czeka nas „świat szczęśliwości wszelkiej”?…Ale jak to mówią :Wiara nie może być zrozumiana-najlepsze, co możesz uzyskać, to zrozumieć, czego nie rozumiesz.” 🙂 pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bo mimo wszystko jest w nas niepokój, że nigdy już z naszymi bliskimi się nie spotkamy… I myślę, że każdy taki niepokój odczuwa. Nawet jeśli bardzo …wierzy;-)
      Odwzajemniam pozdrowienia.

      Polubienie

  3. No ja tego u wierzacych ludzi @hanjaa tez nie rozumiem. A moze u „wierzacych”;?) Tzn. chodzacych do kosciola I klepiacych formulki.
    Bo osoby wierzace gleboko I prawdziwie powinny sie wrecz na to wieczne zycie cieszyc, chyba?
    Ja pomijam starch o np. pozostawione tu dzieci poptrzebujace opieki I tego typu sytuacje.
    Jako niewierzaca smierci nie tyle sie boje (jesli, to ew. bolu, jesli miala by byc gwaltowna lub poprzedzona choroba), ale kwiestii niebycia. To nawet nie starch, a zal, ze skonczy sie zycie, ktore tak kocham I tylu rzeczy nie zdaze zrobic, tyloma rzeczami sie cieszyc.
    A co do nadziei, to kilka wpisow wczesniej napisalam, ze umiera ostatnia, ja mam nadal ja nadal, ze w koncu jednak bedzie normalnie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. „…ale kwestii niebycia”
      Chyba zupełnie niepotrzebnie, bo „niebycie” to w końcu niebycie i już:-)
      Myślę, że wprowadzanie tu stereotypów np – „wierzący powinni się cieszyć na życie wieczne” albo „niewierzący żyją w beznadziei” to pewne błędne etykietki. Tak naprawdę każdy z nas jest inny i powinien być postrzegany indywidualnie. Wygodnym jest umieszczenie wierzących w jednym worku a niewierzących w drugim i ferowanie na tej podstawie jakiś wyroków, ale tak naprawdę zupełnie nic nam o konkretnym człowieku nie powie;-) Ciekawie pisze na ten temat Adam Michnik w „Wierzę w tajemnicę. Ja nie umiałbym powiedzieć, że jestem ateistą” – KLIK.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ale „niebycie” to niemozliwosc robienia tylu wspanialychrzeczy, a tego żal. Dlatego napisałam, ze to bardziej żal niż strach.
        A co do drugiej kwestii, jeśli siw wierszu, ze tam tak ma być pięknie, to czego się w sumie bać?

        Polubione przez 1 osoba

      2. O tym właśnie pisze Michnik – zakładamy, że inni ludzie skoro są tacy a nie inni, powinni tak a nie inaczej postępować (i czegoś się bać albo w coś wierzyć) A to nic więcej niż nasza opinia o nich i zupełnie nie musi być oparta o rzeczywistość) Więc i ja nie zakładam, że ludzie wierzący nie boją się śmierci. Niech żyją, myślą i …boją się po swojemu;-)

        Polubienie

  4. I nic innego nie pozostaje jak wierzyć w świat który na nas czeka. Może wtedy rzeczywiście łatwiej odejść bez względu czyj świat niesie nam tę nadzieję.
    Uściski na dobry wieczór Ceramiku.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s