Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię… Jer 1, 5

Przeglądam książkę szwagierki o noszeniu małych dzieci w chuście. Obecne jeszcze niedawno we wszystkich kulturach. Teraz zwłaszcza na zachodzie zapomniane. Pojawił się wózek (podobno sama królowa Wiktoria wpadła na ten pomysł) i dziecko odstawiono do tego makabrycznego pojazdu (oczywiście z wygody;-). Chusta obecna ciągle w Ameryce Płd, Azji, Afryce, wraca również powoli do Europy. Autorka książki napisała, że noszenie dziecka w chuście to naturalna kontynuacja ciąży. Dziecko odczuwa bliskość cielesną matki, czuje jej ruchy, bicie serca…

A gdyby Kontroler, o którym od kilku wpisów deliberuję, był jak czuła matka? Rzeczywistość bywa okrutna. Dręczą nas choroby, dotykają złe wybory bliźnich, nawet natura nas nie oszczędza… Czasami czujemy się jak w potrzasku… A jeśli to, co odbieramy zmysłami i „przetrawiamy” naszym mózgiem jest taką soft-manipulacją? Dzięki temu wszystko wydaje się bardziej znośne… Matka-Kontroler zadbała o to, by dać rady i iść do przodu. Niedoskonałość świata może mieć bardzo zdradliwy ostry pazur. I potrzebujemy swoistego „znieczulenia”, „przytulenia”… Dzięki temu czujemy się bezpieczni jak dziecko…

I może dlatego od wieków w świecie religii pojawia się kobieta-matka- oparcie. Świat bogiń jest przebogaty. „Od wieków czczono kobiecą moc. Hinduska Dewi. Słowiańska Mokosz. Egipska Izyda. Japońska Amaterasu. Celtycka Morigan. Atena, Wenus, Isztar… – tak pisałem prawie dwa lata temu – KLIK. I tu również wchodzi rys maryjny katolickiej  pobożności.

Pragniemy bliskości, ciepła, opieki… Dostrzegamy to także w świecie zwierząt, gdzie instynkt macierzyński jest również obecny. Dlaczego? Jaki jest w tym sens? Może odpowiedzią jest wzór, praidea Matki. I tu jawi się pytanie – czy to my powołaliśmy do istnienia boginie, bo były odpowiedzią i sublimacją naszego instynktu macierzyńskiego, czy to nasz instynkt nie jest czasem odwzorowaniem jakiegoś tajemniczego prainstynktu, siły, która wszystkim rządzi?

Trzymiesięczne maleństwo właśnie wtula się mocno w ciało mamy… Jednocześnie od czasu do czasu odchyla główkę, by obserwować z ciekawością świat;-)

Pozdrawiam

Ceramik

PS. Rzadko daję muzyczny element, ale tym razem uważam, że się tu świetnie nadaje;-) Jennifer Haben i Michael Patrick Kelly śpiewają Salve Regina (Bądź pozdrowiona, Królowo) ze szczytu wieży katedry kolońskiej – KLIK

Reklama

4 myśli na temat “Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię… Jer 1, 5

  1. Jutro o brzasku wysłucham w spokoju ducha i ciała poleconej muzyki, dzisiaj za bardzo jeszcze tętnię rytmem przyspieszonym;))
    Sens instynktu macierzyńskiego wydaje mi się być pierwotny: przetrwanie gatunku. Niemowlę jest nieporadne i zbyt słabe żeby same przeżyło tych kilka pierwszych lat;)). To pierwsze co mi przyszło do głowy, ale to takie przyziemne do bólu podejście;))

    Polubione przez 1 osoba

    1. Brawo;-) Jak zwykle bardzo zdroworozsądkowo. Tak. Instynkt macierzyński jest reakcja zwrotną na niedojrzałość potomstwa czyli po prostu jest wynikiem ewolucji. U ludzi trwa wyjątkowo długo. W sumie to powinno wystarczyć jako odpowiedź;-)
      Cóż mogę tu powiedzieć… Może przypomnę cały zarys od początku. Od kilku wpisów szukam różnych wzorów – matryc na teoretycznego Kontrolera. Był Przewrotny Mistrz, Troskliwy Ojciec i przyszedł czas na Czułą Matkę. To w pewien sposób …zgadywanka. Choć oparta na pewnych poszlakach z naszej kultury, religii i filozofii. Oczywiście, że można sprowadzić wszystko do biologizmów i wręcz zredukować nasze uczucia do instynktów. Da się;-) Ale nie wiem jak Tobie, mi od razu jawi się pytanie – dlaczego natura/ewolucja/Bóg doprowadziła do zaistnienia osobnika zastanawiającego się nad samym sobą. Gdyby miało być po najprostszej lini, może skończyłoby się na pożerających się nawzajem bakteriach;-)
      No cóż… Ten blog to jałowe dywagacje. Może sam siebie czasami zapędzam w kozi róg;)
      Dobrze, że jesteś ze mną i czasami sprowadzasz mnie na ziemię. Serdeczności;-)

      Polubione przez 1 osoba

  2. Szczerze mówiąc mam do noszenia dzieci w chustach stosunek mieszany. Wolę już nosidelko. I jakoś jakkolwiek doceniam bliskość matki ale i ojca i tu właśnie wyższość nosidelka nad chusta, to ta chusta mnie nie przekonuje. Kiedy przychodzimy na świat powoli zaczynamy w nim uczestniczyć. A ciągła więź z matką nie jest najlepszą lekcja. A poza tym matka też czlowiek nie tylko matka. To tak na szczęście z perspektywy bo te rozterki mnie już nie dotyczą. Uściski niedzielne.

    Polubione przez 1 osoba

    1. W sumie to noszenie dziecka w chuście posłużyło mi jedynie jako pewien obraz. Ale można się i nad tym zastanowić, czemu nie;-) Jest obecne do dzisiaj w Afryce czy w Azji. Plus jest taki, że matka ma wolne ręce. W pierwszych miesiącach życia (dopóki dziecko nie zacznie chodzić) i tak jest z matką. Sądzę, że ta więź więc i tak istnieje. Muszę przyznać, że mnie to zaciekawiło. Szwagierka widzi w tym same plusy. Nasze córki oczywiście chowaliśmy standardowo, najwyżej nosidełko na wycieczki a po mieście czy na spacer wózek;-) Nikt przed dwudziestu laty nie zawracał sobie głowy chustą, zresztą to i dzisiaj pewna nowinka. Ale tak jak piszesz – nas już to nie dotyczy – niech młodzi sobie urządzają świat po swojemu;-) Odwzajemniam uściski!

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s