Anioł bowiem zstępował w stosownym czasie i poruszał wodę. A kto pierwszy wchodził po poruszeniu się wody, doznawał uzdrowienia niezależnie od tego, na jaką cierpiał chorobę… J 5, 4

Anioł Uzdrowienia. Tu nie chodzi wcale o cudowny powrót do zdrowia fizycznego, jak zwykło się potocznie uważać. Choć jeśli ktoś chce, może i tak tego anioła traktować:-)

Omawiany przewodnik po życiu duchowym pisze o nim tak: Każdy z nas nosi w sobie jakieś rany. Ranili nas rodzice, nawet jeżeli robili to w dobrej wierze. Zostaliśmy zranieniami, gdy nie brano nas poważnie w swojej niepowtarzalności, gdy przechodzono po prostu do porządku dziennego nad naszymi potrzebami i uczuciami, gdy nie zostały spełnione nasze podstawowe potrzeby: miłości i bezpieczeństwa. Byliśmy ranieni przez nauczycieli ośmieszających nas przed klasą, przez księży straszących nas piekłem. Przez przyjaciół, gdy nas nie rozumieli, mało tego – zadawali nam ból. Anioł Uzdrowienia chce Ci powiedzieć: Twoje rany można wyleczyć i zostaną wyleczone. Jednakże wyleczone nie znaczy, że ich nie będzie i nigdy ich nie odczujesz. Zabliźnią się. Wtedy będą należeć do Ciebie i nie przeszkadzać Ci w życiu (…) Gdy zaś Anioł Uzdrowienia wygoi Twoje rany, Ty sam staniesz się Aniołem Uzdrowienia dla innych. Wtedy inni będą się dobrze czuli w pobliżu Ciebie…

Coś w tym jest… Gdybyśmy na świat popatrzyli w kategoriach paramedycznych, możemy dojść do wniosku, że wszystko wokół nas polega na …ranieniu i zdrowieniu. Wyżej opisano, jak mogliśmy zostać w życiu zranieni przez najbliższych, rodzinę czy przyjaciół. Trzeba moim zdaniem też o czymś ważnym pamiętać. Sami ranimy innych. Mniej lub bardziej świadomie. W dobrej i złej wierze. Bo ich nie znamy albo nie chcemy poznać…

Autor ma rację, że prym tu wiodą rany z naszego dzieciństwa. To one nas w jakiś sposób ukształtowały, sprawiły kim jesteśmy. Czasami się na przykład dziwimy, że ktoś nie potrafi okazywać uczuć. A być może nigdy takich uczuć nie zaznał… Zdarza się, że wspominam o mojej kilkuletniej pracy w szkole. Pracowałem wśród bardzo trudnych dzieci. Agresja i gniew były często swoistym wołaniem o pomoc. Nagle wyjaśniało się dopiero przy spotkaniach z rodzicami (też życiowo poranionymi), dlaczego dzieci są takie a nie inne…

Proces zabliźniania wymaga czasu. Wręcz lata albo i dziesiątki lat potrafią minąć, zanim sobie z czymś poradzimy. Po pierwsze trzeba sobie to uświadomić, wypowiedzieć na głos, co się stało, spojrzeć na to w miarę obiektywnie… I przestać siebie oskarżać… Nasze blizny staną się wtedy naszą siłą. I to pozwoli nam w pełni cieszyć się teraźniejszością. Tym bardziej wówczas możemy pomagać ludziom. Przez swoją wrażliwość… Przez świadomość, że mamy w sobie jakiś mechanizm samoleczenia…

Wielu pomaga w tym względzie „pomoc z góry”, wiara… Mówi się nawet, że to ona czyni cuda. Coś w tym jest. Nie poznaliśmy jeszcze wszystkich mechanizmów, które w nas drzemią. Ciągle człowiek i siły w nim tkwiące są zagadką. Podejrzewam, że ta moc „samouzdrawiania” to jedna z nich. I wbrew pozorom jesteśmy silniejsi niż nam się wydaje:-)

A na koniec jeszcze słowa Anselma Grüna z cytowanej książki o tym, co dzieje się po „uzdrowieniu”: Ludzie zaczną chętniej przychodzić do Ciebie i otwarcie o sobie opowiadać. Będzie to znak, że Anioł Uzdrowienia uleczył Twoje rany i chciałby przez Ciebie mówić innym: Jesteś dobry taki, jaki jesteś. Jesteś cały i zdrowy. Twoje rany mogą się wygoić.

Pozdrawiam

Ceramik

 

Reklama

19 myśli na temat “Anioł bowiem zstępował w stosownym czasie i poruszał wodę. A kto pierwszy wchodził po poruszeniu się wody, doznawał uzdrowienia niezależnie od tego, na jaką cierpiał chorobę… J 5, 4

    1. Kiedy czyta się np książki o obozach zagłady, okazuje się, że człowiek jest w stanie przetrwać straszne rzeczy… Mało tego, że przetrwać… Czasami wbrew wszystkiemu potrafił tam …być człowiekiem

      Polubione przez 2 ludzi

  1. Tak się zastanawiam, kiedy skończy Ci się ten zastęp aniołów? ;))) Ja wiem, to metafora, tylko nie bardzo rozumiem, po co jej używać, skoro te wszystkie (a czytam wszystkie) przypadki da się racjonalnie wytłumaczyć i opisać. Nie, to nie wynika z mojej awersji do słowa „Anioł” (taki jeden mieszkał na Alternatywy 4), bo sam mówię o pięknych kobietach – anioły. Mierzi mnie (ale tylko mnie, więc się nie przejmuj) to odnoszenie się do Pisma Świętego. Wyrwane z kontekstu cytaty, które ten Anselm Grün, przerabia na potwierdzenie swoich tez. W końcu przypowieść o uzdrowieniu chromego nad sadzawką dotyczy innego zagadnienia.

    PS. mój komentarz nie jest przeciw Tobie. Twoja narracja, Twój styl…

    Polubienie

    1. Krytyka, krytyka, krytyka…:-)

      „ten Anselm Grün” – o…. tu wyczuwam jeszcze lekceważenie:-) Zresztą jeden z głównych mieczy krytyki…

      Nie martw się, aniołów będzie jeszcze sporo… W tytule książki jest 50. I już pisałem, że to ars poetica. Czasami w takim przypadku trudno o racjonalność.
      Aaa… Dobrany cytat tytułowy z Ewangelii Jana nie pochodzi od Grüna, ale ode mnie. Nie musisz się więc rozpisywać o „wyrwanych z kontekstu cytatach…itd Biorę to na siebie. I to też dla mnie ars poetica. Cytowany fragment biblijny mówi o uzdrowieniu chromego. Pisałem o uzdrowieniu i uznałem, że to dobry tytuł.
      Skoro Cię więc to wszystko „mierzi”… Mhmm… Nic na to nie poradzę. Może po prostu wróć do swojej krytyki, gdzie się już dobrze zadomowiłeś.

      Polubienie

      1. Jeśli nawet od Ciebie, to i tak wyrwany z kontekstu 😉
        Owo „kto pierwszy” dowodzi, że pozostali nie zdrowieli. Jeden siedział w tej sadzawce 38 lat (pewnie z nadmiernej uprzejmości) !!! A najzabawniejsze jest to, że nie uzdrowił go ów Anioł, ale Jezus.

        Polubienie

      2. Wydaje mi się, że jednak ciągle mój ars poetica nie został zrozumiany. Piszę o tym we wpisie zapowiadającym cały cykl –KLIK. Zresztą w każdym z tych wpisów jest do tego odnośnik.
        Nie chodzi o to, kto uzdrawia. Jezus czy anioł. Czy właściwie my sami… Kontekst religijny jest dla mnie mało ważny. „Aniołowie” to też pewna personifikacja. Może odwołanie do tego, że jako dzieci lubiliśmy o nich myśleć (niektórym to zostało na dłużej:-). Każda z opisywanych wartości (uzdrowienie, przemiana, żałoba…) ma swoje głębokie znaczenie. U starożytnych Greków mowa była o arete, Rzymianie nazywali to virtus… Oni już wiedzieli, że tkwi w tym siła. Że możemy swoje życie przemieniać. Zresztą wiązało się to też ze sposobem życia szlachetnego i wykształconego człowieka. Sofiści wierzyli nawet, ze można się w tym ćwiczyć (jak w ćwiczeniach fizycznych). Homer w swych dziełach opowiada o połączeniu dobra z pięknem (kalokagatia) I tak dalej i dalej, w filozofii i literaturze motyw ten przewija się aż do dzisiaj. Nawet Tokarczuk w swej mowie noblowskiej tęskni za „czwartoosobowym narratorem”, obiektywnym a jednocześnie uwikłanym w nasz człowieczy los. Tęsknota, marzenia a trudna rzeczywistość – może to właśnie zadanie dla „Anioła”, o którym na podstawie książki Grüna piszę… Zresztą… Wypowiadają się tutaj różni ludzie – także ateiści, a oni na pewno w anioły nie wierzą… Ale to akurat jest dla mnie najmniej ważne.
        PS. A myślałem, że Cię to „mierzi”… A tu dodajesz nowy komentarz…

        Polubienie

      3. Jako Twój czytelnik mam prawo łączyć wstęp z resztą treści, tym bardziej, że jest wyraźnie podkreślony z wraz z odnośnikiem do Ewangelii. Może nie miałeś takiego zamiaru, ale tak Ci wyszło. Typowa narracja kaznodziei 😉 Najpierw Słowo Boże, a na jego podstawie gadanie o moralności i ludzkich postawach.

        We wskazanej przez Ciebie notce, jest zdanie, które niejako jest przeciwieństwem tego, co teraz piszesz w komentarzu: „Ja sam jako sceptyk, też nie mam pojęcia, czy anioły istnieją. Choć bardzo chciałbym, by istniały. Więc na potrzeby omawiania tej książki, przyjmijmy, że one są. Tak będzie wygodniej”. Zapytam: czy tak trudno przyjąć, że ich nie ma, że nasze postawy wynikają z naszych, całkiem ludzkich i przyziemnych doświadczeń? Według mnie tak byłoby dużo wygodniej. Wciąż jednak powtarzam: Twój blog, Twoja narracja, Twój styl.

        Polubienie

      4. „Typowa narracja kaznodziei 😉 Najpierw Słowo Boże, a na jego podstawie gadanie o moralności i ludzkich postawach.”

        Akurat postępuje odwrotnie. Najpierw opracowuje temat a potem szukam odnośnika biblijnego.
        Ludzkie postawy – prawda.
        Moralność – ??? Napisz więc proszę, gdzie moralizuję…
        Tak… W sumie masz rację… Taki ze mnie wędrowny kaznodzieja. W dodatku błądzący:-)
        Co do aniołów, nic więcej nie będę pisał… I tak tego nie słuchasz. Ty sobie możesz przyjmować, że ich nie ma. I tak nie odróżniasz „NIE WIEM” od „NIE ISTNIEJĄ”. Gadanie o literaturze i filozofii w tym przypadku nie miało sensu:-)
        I masz rację: mój blog, moja narracja, mój styl. Więc pozwól, że nie skorzystam z Twoich rad:-)

        PS. Aaaa…. Przypuszczam, że „asmodeusz50” i „asmo” to ta sama osoba. Chyba, że się mylę:-)

        Polubienie

      5. Co mnie czytelnika obchodzi Twoja metoda pisania? Mnie interesuje to, jak prezentujesz treści 😉
        Tekst: „Gdy zaś Anioł Uzdrowienia wygoi Twoje rany, Ty sam staniesz się Aniołem Uzdrowienia dla innych. Wtedy inni będą się dobrze czuli w pobliżu Ciebie” to nic innego jak przytyk do moralności, nawet pomijając tego Anioła – to NAKAZ moralny – masz być taki, aby inni czuli się przy tobie dobrze.

        Skąd wiesz, że nie rozróżniam „nie wiem” od „nie istnieją”? 😉

        Tak, Asmo i Asmodeusz to jedna i ta sama osoba. Pierwszy mam zarezerwowany dla tych, których czytam częściej 😉

        Polubienie

      6. „Co mnie czytelnika obchodzi Twoja metoda pisania?…”
        Nie zgadzam się. Metoda może zrazić lub zachwycić. Nie każdy lubi czytać poezję. Tak jak nie każdy lubi rozprawy filozoficzne.

        „Skąd wiesz, że nie rozróżniam „nie wiem” od „nie istnieją”?
        Bo piszesz w ten sposób: „Czy tak trudno przyjąć, że ich nie ma, że nasze postawy wynikają z naszych, całkiem ludzkich i przyziemnych doświadczeń?”. No właśnie – Trudno:-) Dla agnostyka, który kieruje się w tej kwestii – „Nie wiem”. Ateista przeskakuje od razu do stwierdzenia „nie istnieją”.

        Co do fragmentu tekstu „Gdy zaś Anioł Uzdrowienia…” musisz zgłosić się Anselma Grüna, bo to jego słowa (zaznaczyłem kursywą i odnośnikiem do książki).

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s