Każdy miał po cztery oblicza i cztery skrzydła, a pod skrzydłami coś w rodzaju rąk ludzkich… Ez 10, 21

Niespodzianka. To ostatnia odpowiedź. I jest właściwie jedyną logiczną konsekwencją bycia agnostykiem, który na pytania go przekraczające odpowiada – nie wiem… Pytanie „dokąd zmierzamy” jest właśnie takim pytaniem, bo nasz rozum, nasze ludzkie moce stoją wobec niego zakłopotane.

Skoro nie wiem, co będzie po śmierci i czy w ogóle coś będzie, stawiam właśnie na niespodziankę. Dajmy się ponieść, zobaczmy co los przyniesie… Więcej ze swojej ludzkiej strony nie mogę dać…

To również odpowiedź bardzo pozytywna. Nie zamykam się w jakieś opcji, która by mnie ograniczała. Nie jest dla mnie racjonalną odpowiedź ateisty, że śmierć jest końcem wszystkiego, bo jestem ciągle otwarty na coś nowego a wiem, że ludzki umysł nieraz zawodził. Nie jest również nią wypowiedź żadnej religii, bo są tak różne, niejednoznaczne i czasami zbyt …ziemskie i ograniczone.

Może lepiej posługiwać się metaforami. Jak w poezji. To daje wyobrażenie. Lekkość i nieprzewidywalność. Zapał i nadzieję…

– Czy pan wie, jaka jest matematycznie obliczona szansa dowolnej kupki materii w kosmosie, że zostanie wciągnięta w obręb procesów życiowych, choćby jako liść, kiełbasa albo woda, którą wypije żywy stwór? Jako garść powietrza, którym odetchnie? Jeden do kwadryliona! Kosmos jest bezbrzeżnie martwy. Jedna cząstka na kwadrylion może wniknąć w koło życia, w obieg narodzin i gnić – jakaż to rzadkość niesłychana! A teraz, zapytam, jaka jest szansa – nie aby wniknąć w życie jako pokarm, woda, powietrze, lecz jako zarodek? Gdy weźmiemy stosunek całej masy kosmosu, strupieszałych słońc, murszejących planet, tych kurzów i brudów zwanych mgławicami, tej gigantycznej pralni, tej kloaki gazów cuchnących, zwanej Drogą Mleczną, ognistej fermentacji, całego tego śmiecia – do wagi naszych ludzkich ciał, ciał wszystkich żyjących i obliczymy rachunkiem szansę, jaką ma byle kupsko materii, równoważne ciału, żeby kiedykolwiek stać się żywym człowiekiem – okaże się, że ta szansa jest praktycznie równa zeru!

– Zeru? – powtórzyłem. – Co to znaczy?

– To znaczy, że wszyscy, jak tu siedzimy, najmniejszej nie mieliśmy szansy, aby zaistnieć, ergo – nie ma nas…”

pisał Stanisław Lem w „Pamiętniku znalezionym w wannie”.

Mówię Wam – niespodzianka…

🙂

Pozdrawiam

Ceramik

7 myśli na temat “Każdy miał po cztery oblicza i cztery skrzydła, a pod skrzydłami coś w rodzaju rąk ludzkich… Ez 10, 21

  1. Przyjemność po mojej stronie;)). Cała przyjemność po mojej stronie:). Inspirujesz, skłaniasz do myślenia i często nowych rzeczy się dowiaduję;)). Niespodzianką zatem było odkrycie takiego miejsca w przestrzeni cyber i jeszcze dowiedzieć się, że za słowami stoi człowiek…, co więcej, mężczyzna:)). A to Ci dopiero niespodzianka:))


    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s