Przemija bowiem postać tego świata… 1 Kor 7, 31

Wielu sądzi, że ważne jest tu i teraz. To jedynie nadaje życiu sens. I trzeba żyć szybko i intensywnie. Kosmiczny pył już czeka na nas:-)

Czy jest to wystarczające? Zwłaszcza gdy człowiek chce więcej, dalej i intensywniej… Niektórzy nie zdążyli nawet się narodzić. Albo ich świadomość zapaliła się i zgasła jednocześnie. Wielu nabrało jedynie chęci do życia a musieli już z niego rezygnować… Nie zdążyli nawet kogoś pokochać… Albo gorzej – pokochali i musieli się zaraz rozłączyć…

Wielu nie widzi tu żadnej nadziei. I żadnej większej idei. Giniemy wraz z ostatnim tchnieniem i z przepływem energii przez nasz jeszcze żywy mózg.

I na tym koniec. Nie ma już nic. Pustka. Niebyt. Nasz prywatny koniec świata. Materia się rozpada. A wraz z nią życie.

Po co zatem to wszystko? Te piękne myśli i poezja. Zwłaszcza po co te wszystkie idee, które biorą z nas początek. Bo wydają się nieśmiertelne i niepodległe czasowi…

Po co dobre życie i po co pomaganie… Po co przezwyciężanie egoizmu… Po co starania i każde napięcie mięśni, które kieruje się ku innemu…

Tak się zastanawiam.

Pozdrawiam

Ceramik

Reklama

18 myśli na temat “Przemija bowiem postać tego świata… 1 Kor 7, 31

  1. Żyjąc- pozostawiam po sobie świadectwo. Żyjesz tu i teraz ale nie na bezludnej wyspie. Jesteś trybikiem machiny. Za Twoją sprawą powstaje dom, nowe życie, drewno lub… wycięte lasy, przepełnione śmietniska, zanieczyszczona atmosfera. Takie też pozostawiasz po sobie wspomnienia- że pomagał, kochał, myślał o innych lub był egoistą, komunistą, szpiegiem… 
Czy żyjemy, czy też nie- nadal istniejemy. W kronikach szkolnych, na zdjęciach, w kronikach policyjnych. 


    Polubienie

    1. No tak, wspomnienia to jakby kontynuacja naszego życia. Namiastka życia wiecznego:-) O Buddzie, Galileuszu czy Einsteinie myślimy do dzisiaj. W jakiś sposób żyją obok nas… 



      Polubienie

  2. „I na tym koniec…. Po co zatem to wszystko?” 
Osobiście uważam, że tak, że na tym koniec. 
Po co zatem to wszystko? 
Prof Tatarkiewicz w książce „O szczęściu”, twierdził, że szczęście polega na tym, że bardzo często (zawsze) człowiek ma poczucie radości, satysfakcji. 
Odpowiada mi taka koncepcja.


    Polubienie

    1. A więc jedynie poczucie radości i satysfakcji… 
Co z teoriami o wiecznym kole istnienia albo o szczęściu poza czasem z Istotą, która dała nam początek? Są jedynie pomyłką w naszych poszukiwaniach. Albo gorzej – wielkim oszustwem:-) 



      Polubienie

      1. „A więc jedynie poczucie radości i satysfakcji”. 
JEDYNIE – a co może być lepszego niż radość istnienia? 
Koło istnienia? Szczęście poza czasem? 
Nie mam pojęcia co to znaczy. Cokolwiek to by nie było, to już nie JA będę w tym uczestniczył tylko jakiś mutant czy inkarnacja – życzę temu czemuś wszystkiego najlepszego. 



        Polubienie

      2. „Koło istnienia? Szczęście poza czasem? 
Nie mam pojęcia co to znaczy.” 

Wyczuwam pokrewną agnostyczną duszę:-) Też odpowiadam na to pytanie – nie wiem… 
Ale przy okazji zastanawiam się nad innymi ewentualnościami. I traktuje je poważnie, tak jak traktują je miliardy ludzi na Ziemi. Tak jak napisałem w przedostatnim wpisie. To dla mnie swego rodzaju hipotezy:-)


        Polubienie

  3. Żyjemy dla siebie i dla bliskich których wybraliśmy. I chociaż jednym wydaje się to mała chwilą, to, jak przeżyjemy tę chwilę w części dosyć sporej zależy od nas:)) To co zostawimy po sobie też zależy od nas. Fajnie byłoby jakby to były dobre wspomnienia i myśli:)))


    Polubienie

    1. A może szukamy takiego „ratunku” i pozytywnej myśli, by uratować sens naszego istnienia?Wspomnienia, życie dla innych, dobre czyny… To pomaga nam przetrwać atak chaosu, który wiąże się z naszym końcem.


      Polubienie

      1. Tak, tak. Wydaje mi się, że każdy potrzebuje takiego czy innego „ratunku”. Czy to wiara, czy idea, czy może pieniądze albo inne dobra materialne. Hobby, zainteresowania…, cokolwiek, ale jako osoby myślące musimy zająć swój mózg też pewnymi rzeczami:). Każdy może odnaleźć inny sens życia i chyba dosyć często się to zdarza. Inne wartości, inne priorytety, inni ważni dla nas ludzie. Ale dosyć ciężko byłoby żyć bez sensu:) tak mi się wydaje… 
Może dlatego też dosyć głośno od jakiegoś czasu jest o skali depresji, niepokojąco wzrasta.


        Polubienie

  4. Alez to proste:) Chodzi o to, zeby zycie przezyc najlepiej, najpiekniej jak tylko mozna. 
Oczywiscie sa osoby, ktore same sobie staja temu w drodze, sa takie, ktore wola poczekac na „zycie wieczne”, sa jeszcze czynniki zewnetrzne (wojna, glod, choroby), ktore to uniemozliwiaja. 
A poezja, sztuka, literatura, muzyka, piekne rzeczy…nie badzmy egoistami;) Uprzyjemniaja nam zycie, dlaczego nie maje tego robic innym, po nas;)


    Polubienie

    1. Wbrew pozorom to nie takie proste. Zwłaszcza gdy „pięknych rzeczy” w życiu zabraknie. Pojawi się choroba czy jakaś niesprawność. Zresztą o tym sama piszesz:-) 
Sądzę, że jest mało ludzi, którzy jedynie „czekają na życie wieczne”. Raczej dokonują pewnego połączenia tzn. i cieszą się życiem, i czekają na życie wieczne:-)


      Polubienie

      1. Za to duzo jest takich, ktorzy te wiare w zycie „po” wykorzystuja;) 
Tak, oczywiscie trudno mowic o pelni szczescia, jak sie zyje w kraju objetym wojna, czy -jako kobieta- w kraju arabskim, kims ciezko/nieuleczalnie chorym, kims, kto stracila cala rodzine w wypadku….ale ja tez nie widze sensu w wojnach/chorobach/przedwczesnej smierci/uciskaniu, wykorzystywaniu ludzi ze wzgeldu na rase, plec, przekonania czy pochodzenie. 
Dlatego, jesli ma sie to szczescie, ze nic na jego przeszkodzie nie stoi, powinno sie nim w pelni cieszyc.


        Polubienie

  5. „Gdy pieknych rzeczy w zyciu zabraknie”. 
To nie ma wiele wspolnego z kwestia szczescia. 
Nigdzie nie wpominalem o sukcesie, tylko o radosci. 
Osoba chora moze nadal zachowac radosc. 
Ludzie zyjacy w biedzie maja w sobie czesto wiecej radosci zycia niz ci majetni. 
Liste mozna ciagnac bez konca.


    Polubienie

    1. „Gdy pięknych rzeczy w życiu zabraknie” 
Wbrew pozorom dla wielu ludzi ma to dużo wspólnego z kwestią szczęścia. 
Piszesz, że są ludzie chorzy, którzy zachowują radość. No właśnie, a skąd tą radość biorą, bo chyba nie z choroby? Spotkałem w życiu wielu ludzi, którzy mimo choroby zachowali radość. Towarzyszyłem śmierci mojej babci. Była osobą głęboko religijną. Nie na pokaz, nie dla innych… I sam chciałbym mieć taką śmierć. 
Jest jeden problem. Trzeba mieć w sobie nadzieję „nie z tego świata”. Sam jej za bardzo nie mam. Może jakieś resztki. 
Być może pustkę zapewni to, że będziemy z bliskimi, z rodziną… Podejrzewam jednak, że w ostatniej chwili będę zupełnie sam.


      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s