Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie… Rz 14,7

Wietnamska knajpka. Mamy swoją ulubioną. Nie ma w niej bufetu i tłumów spragnionych azjatyckich smaków. Jest na uboczu i może odrobinę droższa. Prowadzi ją młoda rodzina. Kucharz po zjedzeniu przez gości kokosowej zupy albo kaczki z warzywami w zielonym sosie curry, przychodzi zwykle pogaworzyć z klientami. Spokojnie i cicho.

Robienie jedzenia dla ludzi przynosi oczywiście zyski, ale mi kojarzy się nieodłącznie z pewną służbą. Z jakimś wręcz powołaniem. Tym bardziej, gdy robią to Azjaci ze swoim namaszczeniem i pokłonami. Pewnie to bardzo naiwne. Ale sam gotuję, wiem ile to wymaga pracy i uwielbiam, gdy ktoś dla mnie pichci.

Dziś chrześcijanie wspominają tajemnicę Trójcy. Dla wykalkulowanego zachodniego umysłu to coś trudnego, wręcz niepojętego… Inaczej – bezproblemowo widzi to np indyjski chrześcijanin, dla którego wytłumaczeniem jest wewnętrzna – immanentna i wychodząca na zewnątrz – transcendentna miłość Boga… Ilość osób, natur, twarzy nie stanowi problemu. Miłość jest ponad wszystkim.

Przypomniało mi się od razu niedawne wystąpienie episkopalnego biskupa Michaela Curry podczas ślubu książęcej pary. Wcale nie dlatego, że jadłem kaczkę z warzywami w zielonym sosie curry:-) Bardziej z powodu miłej obsługi… Mówił o potędze miłości. O dziwo przytoczył myśl katolickiego teologa, jezuity Teilharda de Chardin:

Pew­ne­go dnia, kiedy opa­nuje­my już wiat­ry, fa­le, przypływy i gra­witację, sięgniemy po bos­kie siły miłości. Wte­dy, po raz dru­gi w his­to­rii świata, człowiek od­kry­je ogień.

To będzie druga, tak ważna jak ujarzmienie ognia, rewolucja w dziejach człowieka. Rewolucja miłości.

Dobrze sobie tak myśleć, choć prawdopodobnie tak nigdy się nie stanie. Ludzie będą syci, zapomną co to wojna i zawiść… Nie będzie obmawiania i krzywdy… Dobrze sobie tak pomarzyć...

Bo jak napisał Paweł Apostoł: Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie… Po grecku, bo przecież w tym języku pisał Apostoł, brzmi to bardziej poetycznie: Oudeis gar hemōn heautō ze… Prawda, że pięknie? Tak jakbym znowu był pod palmami na Krecie 🙂

I tak sobie marzę po wietnamskim obiedzie…

Pozdrawiam

Ceramik

Reklama

6 myśli na temat “Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie… Rz 14,7

  1. Prowadzenie kuchni, restauracji = służba. 
Kiedyś, w drodze do Europy, zatrzymałem się kilka dni w Singapurze. Wylot miałem późnym wieczorem więc załatwiłem w hotelu przedłużenie doby hotelowej do 5 wieczorem. 
Opuściłem pokój, zajrzałem do restauracji, była pusta, ale otwarta. Wstąpiłem, zamówiłem posiłek, dosiadł sie do mnie kierownik hotelu. 
- To duże poświęcenie, tak być do dyspozycji nawet gdy nie ma klientów – zauważyłem. 
- Nie u nas – odpowiedział – w naszej tradycji mały, przydomowy, byznes jest otwarty 24 godziny na dobę. To część domu, jesteś otwarty zawsze na gości, a tu jeszcze goście, którzy płacą za usługi. 
A my Europejczycy mamy tradycję – my home is my castle – mój dom moją twierdzą.


    Polubienie

    1. Trochę pojęcie służby się zdewaluowało… Dzisiaj to trochę obciach. Kojarzy się z pracą za darmo. Czasami mam wrażenie, że ludzie nawet za dobre słowo kazaliby sobie płacić. Argumentem jest, że przecież nikt mi nie pomaga, jestem zdany na siebie, na nikogo nie mogę liczyć. Sąsiedzi jeśli już to mi jedynie szkodzą… Więc po co mam się wygłupiać. A jeśliby ktoś potrzebował mojej pomocy, to po co mam się wychylać. Niech leży na chodniku albo …palnie sobie w łeb. Nie mój interes. Ale na fejsiku nie wzgardzę polubieniami, żebrząc o każdy plusik… 
Przesadziłem może, ale czasami mam takie wrażenie, obserwując dzisiejszą rzeczywistość

      Polubienie

  2. Służba… 
Za darmo? 
Co to, to nie. Za służbę, obsługę, trzeba płacić. 
Mnie wydaje się istotne jak podchodzi do tego „służbobiorca”, osoba obsługiwana. 
Odnoszę wrażenie, że im więcej płacisz, tym gorzej to wygląda. 
Mam na myśli n.p. hotele czy restauracje wyższej kategorii. Tam obsługa jest przygotowana na wymyślne kaprysy zamożnych klientów. 
To akurat nie moja kategoria więc wspomnę tylko, że widzę istotną różnicę między Polską i Australią w relacji kelner-konsument. 
W Australii jest to relacja między równymi sobie osobami. Odnoszę wrażenie, że kelnerzy naprawdę cieszą się, że ktoś chce zjeść w ich lokalu. Nie stronią od żartów i swobodnej konwersacji z klientem. W Polsce odnosiłem wrażenie, że recytują wyuczone formułki. 
 darmo? 
Co to, to nie. Za służbę, obsługę, trzeba płacić. 
Mnie wydaje się istotne jak podchodzi do tego „służbobiorca”, osoba obsługiwana. 
Odnoszę wrażenie, że im więcej płacisz, tym gorzej to wygląda. 
Mam na myśli n.p. hotele czy restauracje wyższej kategorii. Tam obsługa jest przygotowana na wymyślne kaprysy zamożnych klientów. 
To akurat nie moja kategoria więc wspomnę tylko, że widzę istotną różnicę między Polską i Australią w relacji kelner-konsument. 
W Australii jest to relacja między równymi sobie osobami. Odnoszę wrażenie, że kelnerzy naprawdę cieszą się, że ktoś chce zjeść w ich lokalu. Nie stronią od żartów i swobodnej konwersacji z klientem. W Polsce odnosiłem wrażenie, że recytują wyuczone formułki. 
Z innej półki – ostatnio nasza tv zaprezentowała kilka przypadków gdy pracownicy restauracji byli wynagradzani poniżej obowiązujacych stawek. Mnie zbulwersowała relacja o właścicielu restauracji, który wymyslił przebiegły sposób pozbawiania pracowników napiwków. W relacji wspomniano, że tenże właściciel własnie kupił sobie dom za $17 mln. 


    Polubienie

    1. Obsługa jak najbardziej za pieniądze, zgadzam się… Ale chodziło mi też o pewne nastawienie, motywację, która stała się wyrafinowana i nastawiona jedynie na zysk… Trochę smutne… 
Ciekawe, co napisałeś o kelnerach w Australii… W Niemczech kelnerowanie jest źle opłacane, ale ludzie są raczej sympatyczni. 


      Polubienie

  3. Pracowalam w gastronomii 2 razy przed studiami i jakiś czas po studiach, już tutaj. I obiecałam sobie-nigdy więcej! To ciężka, najczęściej złe płatna i czesto niewdzieczna praca. Podziwiam ludzi, którzy robią to z pasją i dobrze:) 
U nas azjatycka kuchnia wspolnie odpada, bo mój mąż nie cierpi jej w każdej postaci, nadrabiam na wyjściach z przyjaciółkami;) 
A co do odpowiedzi do pharlapa, to trochę zbyt pesymistycznie to brzmi;) 
My mieliśmy fantastycznych sąsiadów w poprzednim domu, nadal mamy kontakt, często sobie nawzajem pomagalismy, organizowaliśmy wspólne grillowanie itd.:) 
Teraz jesteśmy dużo bardziej podziękowania, że względu na standart 40+ nie słyszy się kompletnie nic, a tarasy są tak zaplanowane, że każdy jest dla siebie, ale i tak już weszliśmy w interakcje, bardzo pozytywne, padła nawet propozycja zrobienia na wspólnym terenie miejsca na grill i posiadowki:) A ja mam znów miłych ludzi do opieki nad kotami i podlewania kwiatów w trakcie naszych wyjazdow:) 



    Odizolowani, miało byc;) 
A że „starymi”sasiadami, którzy z resztą też się-z jednym wyjatkiem-wyprowadzili mamy nadal kontakt:)


    Polubienie

    1. To, co napisałem Pharlapowi, nazwałbym hiperbolą. Celowo przesadziłem, by podkreślić dziwne zachowania niektórych ludzi:-) Przenieśli prawdziwe życie w świat wirtualny a w tym rzeczywistym nie widzą już drugiego człowieka… 
Sam też mam dobrych sąsiadów na których mogę liczyć… :-)


      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s