Wstąpię na szczyty obłoków, podobny będę do Najwyższego Iz 14, 14

Mała Eve maluje kredą na parkingu jakieś gryzmoły. Właśnie wychodzę z makulaturą do wyrzucenia i muszę minąć zielonooką blondynkę z umorusaną buzią. „Eve, cóż takiego ślicznego namalowałaś? – pytam zainteresowany. „To tata i mama, a to mój brat Thorsten” – odpowiada poważnie dziewczynka. Przypominając sobie, że tata Eve jest łysy jak kolano, zagaduję znowu: „A dlaczego, twój tata ma taką czuprynę? „. Mała patrzy na mnie i odpowiada: „A wiesz, bo on zawsze chciał mieć tyle włosów, więc spełniłam jego marzenia”. „Aa…” – zgodziłem się poważnie.

A jak religie widzą swojego Boga?  Staje nam przed oczyma poważny starzec z surową miną. Może łatwiej mają chrześcijanie, bo mogą wyobrazić sobie brodatego żyda Jeszuę, albo hindusi – inkarnowanego wojownika Krishnę.

Ale tak naprawdę wszyscy antropomorfizujemy, uczłowieczamy Boga… Jawi się on nam jako ktoś z humorami, który bawi się światem jak piłeczką. Albo może i gorzej 🙂  I tak naprawdę każdy nosi w sobie jakiś obraz Boga. Nawet niewierzący. Bo każdy o nim słyszał i ma jakąś ideę z nim związaną. Ateiści widzą go jako nieistniejącego, na równi z krasnoludkami,  wymyślonego przez teistów zabawnego typa z brodą – muszą (nawet prześmiewczo) sobie jakoś wyobrażać kogoś, kto istnieje jedynie w mrzonkach religijnych.

Wiele religii zabrania albo ogranicza tworzenie wizerunków Najwyższego (islam, mozaizm) ale i tak w głowach ich wierzących jakaś tam idea się znajduje.

Jest tzw teologia negatywna albo apofatyczna. Mówi, że człowiek nic o Bogu powiedzieć nie może. Bo wszystko jest niewystarczające i jedynie ludzkie. Niewystarczające w jakikolwiek sposób do opisania Absolutu. I lepiej opisywać Boga, jaki nie jest…

Może Boga widzimy jak mała Eve… Takiego jakiego potrzebujemy. Takiego, jaki spełnia nasze marzenia i oczekiwania. „Stworzyliśmy go na swój obraz”, odwracając zdanie z Księgi Rodzaju 🙂

Ale czy tak jest, czy to ma coś wspólnego z tą „nierzeczywistością”,  posługując się myślą apofatów.

Pozdrawiam

Ceramik

Reklama

14 myśli na temat “Wstąpię na szczyty obłoków, podobny będę do Najwyższego Iz 14, 14

  1. Dzieci są rozczulające w swej chęci urządzenia świata tak by „było dobrze”. I szkoda, że w pewnym momencie to podejście znika, że z tych małych idealistów chcących by „wszyscy byli uśmiechnięci” rosną dorośli, który w swoim życiu potrafią sprawiać innym ból, są sprawcami nieszczęść. 

Z tymi wyobrażeniami to jest ciekawa sprawa. Pamiętam jedną z buddyjskich medytacji. Wyobrazić sobie ocean i niebo. Spokojny ocean. Niebieski. No, jeśli ktoś chce, to może być zielonkawy, albo szmaragdowy. Lub lazurowy. Kolor nieważny. I niebo. W tym samym kolorze. Bez ptaków. Bez chmur. Bezwietrzną pogodę. Brak widocznego słońca (jest za nami). Wszystko się tak zlewa, że nie ma widocznej nawet tej linii na horyzoncie. I tyle. Strasznie trudne zadanie. 

I tak samo – jak dla mnie – wygląda sprawa z wyobrażeniami Boga. Ktoś może nie chcieć sobie go wyobrażać, ale jakoś, coś musi pojawiać się w jego głowie gdy mówi Bóg, Chrystus… czy nawet Allah. I na pewno wierzący tych religii, które pozwalają na tworzenie obrazów Boga mają łatwiej – mogą się czymś inspirować bez poczucia winy. A czy muzułmanin mieszkający w Europie nie przesiąka czasem naszą kulturą? Czy jest w stanie kontrolować swoje myśli by nie popełniać grzechu? Czy faktycznie Allah jest dla niego bytem li tylko abstrakcyjnym? 

Dawno temu czytałem opowiadanie SF. Gdzieś daleko, w kosmosie ludzie znaleźli wielki obelisk (albo jakiś blok granitowy – nie pamiętam dokładnie). Było to w każdym razie coś ogromnego. Był byt, któremu można było zadać dowolne, jakiekolwiek pytanie. Okazało się jednak że samo zadanie sensownego pytania stało się w tym momencie największym problemem.


    Polubienie

  2. Kiedyś odbyłem pieszą wędrówkę dookola Mt Blanc. Po drodze wpadałem na nabożeństwa w lokalnych kościołach. 
Niemiecki – usłyszałem – Herr Jesus. Wyobraziłem sobie urzędnika w Urzędzie Podatkowym. Z podatkami jestem w porządku, ale wolę trzymać sie od tego urzędu z daleka. 
Włoski – Signore Ges – zobaczyłem ojca mafijnej famiglia. To jest zwarta, silna rodzina, ale trochę strach. 
Francuski – Seigneur Jésus – zobaczyłem średniowiecznego rycerza, w zbroi, zdjął hełm, wiatr igrał jego dlugimi włosami. To był ktoś, za kim chętnie bym podążył. Powtórzyłem – Seigneur Jésus – jak pięknie to brzmi. Rycerz odwrócił twarz w moim kierunku, w jego oczach była zachęta i pytanie. Nie wytrzymałem tego spojrzenia, nie umiem przecież po francusku :(


    Polubienie

  3. Lifebreath@ 
W sumie każda idea, zwłaszcza osobowa, domaga się obrazu. Tak funkcjonuje pewnie nasz umysł. I nawet muzułmanie muszą mieć coś w głowach mówiąc „Allah”. Masz rację. 
Ciekawe opowiadanie… I zadanie odpowiedniego pytania może być nad siły 🙂

    

Pharlap@ 
Bardzo ciekawe. Nawet z językiem łączą się odpowiednie obrazy. Mój obraz francuskiego chyba byłby nie tak szlachetny… Pewnie zobaczyłbym… kucharza z apaszką:-). Ale to indywidualne… Bo Francuzów mam na co dzień. Moja firma ma filię pod Strassburgiem i cenię sobie bardzo… ich kantynę 🙂 
A gdyby kapliczka była w Tatrach i usłyszelibyśmy od środka: „Panie Jezu…” Kogo byśmy zobaczyli? A może trzeba byłoby zapytać jakichś obcokrajowców – kogo by oni zobaczyli :-)


    Polubienie

  4. Ach ta nasza potrzeba desygnatow) 
Dla mnie pojęcie „bóg”, czy „Gott” jest desygnatem pustym, nic sobie nie wyobrażam, to zlepek liter opisujących przedmiot abstrakcyjny. I ten wyraz widzę, „myśląc” te wyrazy;)


    Polubienie

    1. Mam inne zdanie. Ateista też ma swoje wyobrażenie Boga, w którego nie wierzy. Po pierwsze – 
psychologicznie, człowiek nie znosi pustki, nawet w nazwach abstrakcyjnych. Ciekawie o tym pisze lifebreath@ w swoim komentarzu. Po drugie – filozoficznie – choć nazwa pusta nie pełni funkcji desygnacji, to musi pełnić funkcję denotowania. 
Choć nie jestem nordyckim poganinem to mam wyobrażenie słowa „Odyn”, bo czytałem skandynawską mitologię. I choć nie wierzę w krasnoludki, ale czytałem bajki i mam wyobrażenie „małego hipstera z brodą”. Na naszą denotację i desygnację nazw (nawet pustych) ma wpływ kultura, w której przebywamy. Nawet biedni ateiści są skazani na wyobrażenie „boga”. Chyba że nigdy by o nim nie słyszeli, nie czytali, nie chodzili do muzeów, galerii sztuki, teatrów, kin… Nie wspominając o kościołach 🙂 
Pozdrawiam


      Polubienie

      1. Jestem ateistka i to pojecie jest dla mnie wlasnie pustym desygnatem, czysta abstrakcje i widzę je wlasnie w postaci napisu:) Rozmawiałam z kilkoma osobami na ten temat (też ateistami) i dla nich to „wielkie „nic”, pustka:)

        A i jeszcze, oczywiście zwiedzam koscioly, bylam w wierze katolickiej wychowywana, ale dla mnie to nie „bog” jako pojęcie, a obraz konkretny obraz (rzeźba itp) boga wg.takiej to a takiej religii w wykonaniu takiego to a takiego artysty (lub do niego aspirujacego;)


        Polubienie

      2. Więc gratuluję… Takiego poziomu abstrakcji. 
Mam inaczej…. Jak zwiedzam Akropol i widzę rzeźbę Artemidy czy Ateny, to ten obraz już ze mną zostaje, idea została zaszczepiona. I cieszę się bardzo, że widzę te piękne kobiety. Podobnie świątynie hinduskie. A prywatnie nie jestem wyznawcą ani hinduizmu ani greckiej mitologii. 
I cieszę się ogromnie, że to mnie ubogaciło. Zwykle gdy poznaję nowe pojęcie, staram się go kojarzyć z obrazem. Ale mężczyźni to podobno wzrokowcy:-) 
Pozdrawiam


        Polubienie

  5. przecie Bóg stworzyl człowieka na swoje pidobieństwo 🙂 a ludzie tak mają, że uczłowieczają wszystko, nawet przedmioty … miłej niedzieli


    Polubienie

    1. Tak właśnie mamy, że wszystko „uczłowieczamy”. Czujemy się wtedy swojsko i u siebie. Znowu coś z DTH: 
”Manchmal, da glaubst du wieder an Gott, 
du hörst, wie er leise mit dir spricht. 
Er sagt zu dir: ‚Mein Freund das war’s dann wohl!’, 
doch du hältst dir nur deine Ohren zu.” 
To utwór „Ewig währt am längsten” 
Dziękuję i wzajemnie :-)


      Polubienie

  6. Tak, ale Atena, to Atena, Zeus to Zeus, a krasnoludek, to krasnoludek;) To mity i bajki:) A ja mam na myśli tego abstrakcyjnego boga-jehwe -jestem-ktory-jestem;)


    Polubienie

    1. A jednak za pustym słowem coś się kryje… 
Nikt do tej pory nie napisał tu: „tego abstrakcyjnego-boga-jehwe-jestem-który-jestem” (pisownia oryginalna) Ty byłaś pierwsza. Gratuluję:-) 



      Polubienie

      1. No jasne, ze jahwa, nie jehwa, oczywiscie;) Ale to tez zlepek slow, nawet, jesli z literowka;) 
Wczoraj pisalam na szybko (jak widac;), i nie zagladalam tu wiecej, bo dzis mamy rocznice slubu i juz wczoraj zaczelismy ja obchodzic;) 
Teraz mam chwile czasu, zeby sie wyrazic dokladniej. 
Zacznijmy od tego, ze pojecia abstrakcyjne zaczynaja byc pojmowane przez dzieci 5-7 letnie, zaleznie od ich rozwoju. 
Poniewaz bylam (jak chyba wiekszosc z nas) wychowywana w wierze katolickiej, to oczywiscie tez jakies wyobraznie o bogu miec musialam, zanim zaczelam myslec kategoriami abstrakcyjnymi. Byl wiec to (w zaleznosci od nastroju;) dobrotliwy starzec z broda, lub gniewny starzec z broda, zaczelo sie komplikowac, kiedy sie dowiedzialam, ze bog nas stworzyl na swoje podobienstwo. Hm, czyli jakie? Moje? Czyzby bog byla kobieta;) A raczej 5 letnia dziewczynka? Wiadomosc, ze jest w 3 osobach wcale nie ualtwila zadania, to jest dobiero schizofrenia;) Jakas mieszanka, jesli chodzi o wyobrazenie boga sie jednak wytworzyla, jak dodac do tego informacje z Biblii o plonacych krzewach i innach tego typu wymyslach (nasuwajacych pytanie, skad oni tam takich wtedy dobrych dealerow brali;), to naprawde bardzo urozmaicone i barwne:) 
Katolicy naprawde lubia, zeby bylo skomplikowanie, pod tym wzgledem;) 
Taki krasoludek ma brode i charakterystyczna czapeczke, Posejdon- trojzab, Afrodyta jest piekna, Kali ma wiele par rak (choc tu tez sa niescislosci ile dokladnie;), OK, Ra tez ma wiele postaci, ale one sa tez bardzo konkretne i plastyczne:) 
Kazdy, kto w wierze katolickiej byl wychowany, a jest teraz ateista, w rozny sposob odchodzil od tek wiary, niektorzy nagle, na skotek jakiegos wydarzenia, u innych byl to proces. 
U mnie ten proces polegal na tym, ze im bylam starsza, tym bardziej docieralo do mnie, ze ja tak naprawde nie bylam nigdy wierzaca;) Ze to otoczenie wywarlo na mnie takie, a nie inne wyobrazenie na temat religii i „wrazenie” wiary. 
Jedna z faz zrozumienia pojecia boga i wiary bylo przejscie na poziom wlasnie czysto abstrakcyjny, bog, jako absolut, jako nieskonczonosc. Pytanie, czy sa to pojecia, ktore sie tez wyobraza? 
O wiele latwiej jest wyobrazic sobie takie pojecia jak: milosc-nienawisc, radosc-smutek. 
Ale absolut? Niebyt? 
Oczywiscie, jak sie chce, to zawsze mozna sobie i te pojecia wyobrazin, a nawet namolowac i wyklaskac;) Uczniowie szkol waldorfiki tancza swoje imiona, wiec mozna wszystko;) 
Ale operujac pojeciem „nieskonczonosc” ja widze jego ogolnie przyjety symbol, czyli podobnie, jak slowo „bog” o bogu mowiac czy piszac. 
Oczywiscie, ze moge w gwiezdzista noc patrzec w niebo, lub zamknac oczy i sobie te „nieskonczonosc” wyobrazac. Lub „absolut” czy „niebyt”. 
Ale tak naprawde, to jest wlasnie taki pusty desygnat, pojecie abstrakcyjne. 
Rozmawialam na ten temat juz dawno temu z ateistami, ktorzy tymi ateistami sa „od zawsze”, bo tak zostali wychowani i w tym ateizmie pozostali, interesowalo mnie, czy nie mieli nigdy potrzeby religijnosci. 
No to sie rozpsalam, az mi kawa wystygla;) 
Mam nadzieje, ze choc w miare w przyblizeniu przedstawilam swoj punkt widzenia i oczywiscie-nie twierdze, ze nie ma ateistow, ktorzy widza (doslownie i w przenosni;) to inaczej, ktorzy wlasnie jakis wizerunek tego bogo (w ktorego nie wierza;) maja:) Chocby moj maz, ale on jest bardziej agnostykiem, wiec moze to tez ma wplyw;)

        Staralam sie tym razem uniknac literowek, ale oczywiscie sie nie udalo calkowicie, poprawie tylko te, od ktorej mnie zeby bola-skutek oczywiscie, wyszla mi mieszanka slow: „skokowo” i „na skutek”, taki (nomen-omen;) skok myslowy;)


        Polubienie

      2. Prawdopodobnie ok. 70 % chrześcijan i ze 30 % żydów nie wie, co to „Jahweh”, może gdzieś obiło im się o uszy „jestem, który jestem” a o tetragramie, czterech hebrajskich literach, będących zapisem imienia własnego Boga w Biblii już mało kto wie. 
Ty wiedziałaś 🙂 Jesteś dobrze wyedukowanym religijnie ateistą 🙂 
Ale wiesz… najczęściej ateiści to dobrze wykształceni ludzie. I bardzo ich za to podziwiam. Podziwiam ich też za odwagę, że mieli tyle siły by się wyraźnie opowiedzieć. Takie mam wrażenie, że wielu wierzących, żyjących na co dzień jak ateiści, nie ma odwagi, by się opowiedzieć. 
Podziwiam też takich jak Ty, wychowanych religijnie, że mieli siłę to odrzucić i się na nowo zadeklarować. Życie w prawdzie z samym sobą jest stokroć ważniejsze niż cokolwiek innego. 
Dzięki za podzielenie się swoimi przemyśleniami i wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy ślubu! Pozdrawiam

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s